Ja tylko mam, zyje nadzieja i miloscia w sercu. Nadzieja mnie prowadzi.
Zabawne jest to ze spokornialam z dnia na dzien, choc tyle czasu nie moglam.
Zakladam Jego bluze, probuje odnalezc w niej ostatnia nutę Jego zapachu. Namiastkę.
Kiedy tesknota miesza się z poczuciem winy, strachem cierpieniem, strata.
Lzy leca wolno, tak ze czuje kazda doklanie. Ja leżę w jego bluzie i proszę Boga by pozwolil mi jeszcze kiedys w zyciu naprawic błędy. Trochę materialu który mnie otula przypomina mi Jego naga pierś do ktorej przykladam głowę.
Chodze myślę, siadam w różnych miejscach. Pracuje nad sobą. Czasem zamykam oczy i biore głęboki oddech. Nawet jeśli Jego oczy nigdy juz na mnie tak nie spojrza, zmienie się w podziekowaniu za to co z Nim przezylam, za to czego mnie nauczył i za to że tak mnie pokochał.
Magicznym sposobem polozyc sie obok Ciebie, patrzeć jak spisz. Gladzic wlosy. Sluchac bicia serca. Bys pozwolił znow Sie kochac...
środa, 3 lutego 2016
Nadzieja
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz